Strona główna forum Słucham muzyki klasycznej Dyskusja ogólna

Wszystko co interesuje słuchaczy muzyki klasycznej; tematy, które nie pasują do innych działów

Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Jozef Kapustka » niedziela, 12/03/17, 17:02

Jozef Kapustka "Konkursy pianistyczne - zmierzch czy zło konieczne i dla kogo?"
http://jozefkapustka.natemat.pl/168715,konkursy-pianistyczne-zmierzch-czy-zlo-konieczne-i-dla-kogo

Zapraszam do dyskusji!
Avatar użytkownika
Jozef Kapustka
 
Posty: 4
Skąd: Francja

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Tezeusz » środa, 19/04/17, 14:54

Może i bym przeczytał, ale portalu natemat wolę nie tykać ze względu na poszanowanie dla swej higieny umysłowej.
Avatar użytkownika
Tezeusz
Znawca
Znawca
 
Posty: 773
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1990

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez kaloryferarz » niedziela, 11/02/18, 10:49

Rejestruje się gość na forum, rzuca linki do swojego artykułu i pisze "zapraszam do dyskusji". Co za brak wychowania.
kaloryferarz
Miłośnik
Miłośnik
 
Posty: 190
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1985

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Tezeusz » niedziela, 11/02/18, 10:50

kaloryferarz napisał(a):Rejestruje się gość na forum, rzuca linki do swojego artykułu i pisze "zapraszam do dyskusji". Co za brak wychowania.


To Józef Kapustka.
Avatar użytkownika
Tezeusz
Znawca
Znawca
 
Posty: 773
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1990

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez kaloryferarz » niedziela, 11/02/18, 11:21

Nie wiem kim jest Józef Kapustka.
kaloryferarz
Miłośnik
Miłośnik
 
Posty: 190
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1985

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Tezeusz » niedziela, 11/02/18, 11:46

To gość na forum, rzuca linki do swojego artykułu i pisze "zapraszam do dyskusji".
Avatar użytkownika
Tezeusz
Znawca
Znawca
 
Posty: 773
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1990

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez kaloryferarz » niedziela, 11/02/18, 11:49

A, to zmienia postać rzeczy. Prośba odrzucona.
kaloryferarz
Miłośnik
Miłośnik
 
Posty: 190
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1985

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Piotr » niedziela, 11/02/18, 12:55

A ja lubię konkursy. Uwielbiam patrzeć na wykrzywiających się jak na torturach Azjatów.
Ponadto lubię malujących karłów więc zbieram prace Toulouse-Lautreca.
Piotr
Słuchacz
Słuchacz
 
Posty: 65

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez kamski » poniedziałek, 12/02/18, 20:06

kaloryferarz napisał(a):Rejestruje się gość na forum, rzuca linki do swojego artykułu i pisze "zapraszam do dyskusji". Co za brak wychowania.

Co w tym złego? Mieści się w tematyce forum.
Avatar użytkownika
kamski
Meloman
Meloman
 
Posty: 241
Płeć: mężczyzna

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Arturo » czwartek, 23/08/18, 21:19

kamski napisał(a):Co w tym złego? Mieści się w tematyce forum

W przeciwieństwie do większości postów powyżej. :)
To dobry artykuł ponieważ mówi prawdę. Nie podoba mi się tylko, że Pan
Kapustka po napisaniu postu już nie odwiedził więcej forum. :(

Konkursy lubi wielu ludzi, również ja , ale niestety autor tekstu ma dużo
racji. Zupełnie tak jak w innych dziedzinach sztuki mamy masową produkcje
również w muzyce. Konkurs chopinowski jest dobrym przykładem. Chociażby
zwycięzcy z roku 2000, 2005 i 2010 to świetnie wyszkoleni, mechaniczni
wirtouzi, którzy nie mają wiele do powiedzenia w kwestii interpretacji. Do
zwycięzcy z 2015 roku inaczej podchodzę nie mniej jednak został wybrany ten,
który popełniał najmniej błędów, ale czy grał najpiękniej? Na pewno grał
szybko. Pojawia się pytanie czy muzyka klasyczna to na pewo dyscyplina
sportowa albo widowisko cyrkowe.;)
https://www.facebook.com/chopinnieszablonowy
Avatar użytkownika
Arturo
Erudyta
Erudyta
 
Posty: 1058
Skąd: Radom
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1988

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez kamski » czwartek, 23/08/18, 23:53

Arturo napisał(a):Chociażby
zwycięzcy z roku 2000, 2005 i 2010 to świetnie wyszkoleni, mechaniczni
wirtouzi, którzy nie mają wiele do powiedzenia w kwestii interpretacji.
Taka opinia o Blechaczu to wsadzenie kija w mrowisko ;)
Avatar użytkownika
kamski
Meloman
Meloman
 
Posty: 241
Płeć: mężczyzna

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Arturo » piątek, 24/08/18, 11:58

Kto dłużej tu zagląda ten wie, że nie od wczoraj lubię to robić. ;)
https://www.facebook.com/chopinnieszablonowy
Avatar użytkownika
Arturo
Erudyta
Erudyta
 
Posty: 1058
Skąd: Radom
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1988

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Chiarodiluna » niedziela, 26/08/18, 11:15

Ilość pianistów ‘produkowanych’ przez rozliczne światowe konerwatoria muzyczne to obecnie faktycznie masówka. Ale rywalizacja wśród tak dużej grupy wyodrębnia ostatecznie prawdziwych mistrzów, przy czym różnice w technice i artyzmie gry nie są już pewnikiem aż tak wyraźne, jak w wiekach minionych. Bezwzględnie musi być to jednak rywalizacja na uczciwych warunkach.

Wyżyć z muzyki można chyba już wyłącznie dzięki koncertowaniu. Ze sprzedaży płyt na pewno nie. Są one bardziej produktem do marketingu oraz dla pewnego prestiżu w artystycznym CV. Wygląd okładek tych płyt tylko to potwierdza. Niejednokrotnie więcej tam przyciągającej odbiorcę fizycznej urody pianistek, niż zapowiedzi artystycznych doznań, chociaż te nadal się na szczęście zdarzają. Takie czasy.

Obrazek

Jest ciężko. Ale nie ulec temu o czym pisze autor bloga, czyli nie uczestniczyć w dotowanych publicznie konkursach, iść uparcie własną drogą, zwłaszcza pod prąd, oznacza umrzeć z głodu, albo umrzeć dla innych ludzi, poprzez zepchnięcie na margines społeczno-kulturalnych wydarzeń.

Najwięksi zaś żyją z zasiadania w jury, z organizowania kursów mistrzowskich dla adeptów sztuki pianistycznej i z intratnych występów recitalowych i koncertów festiwalowych. Podobnie jak w aktorstwie jest wąska grupa podmiotów z tzw. świecznika. A większość aspiruje chociażby nawet tylko do przedsionka tego salonu.

Osobiście darzę większą sympatią takich powszechnie nieznanych młodych artystów, którzy zachwycają mnie jakąś interpretacją dzieła klasycznego, niż tych największych, odcinających kolejny kupon od osiągniętej dawno temu pozycji (osiągniętej talentem i ciężką pracą - to na pewno, ...temu nie przeczę).

Arturo napisał(a):Konkurs chopinowski jest dobrym przykładem. Chociażby zwycięzcy z roku 2000, 2005 i 2010 to świetnie wyszkoleni, mechaniczni wirtouzi, którzy nie mają wiele do powiedzenia w kwestii interpretacji. Do zwycięzcy z 2015 roku inaczej podchodzę nie mniej jednak został wybrany ten, który popełniał najmniej błędów, ale czy grał najpiękniej? Na pewno grał szybko. Pojawia się pytanie czy muzyka klasyczna to na pewo dyscyplina sportowa albo widowisko cyrkowe.


Rozwiń myśl, skąd aż tak jednoznacznie negatywny osąd ,z którym zresztą nie sposób się w pewnym sensie nie zgodzić. Czy masz na myśli permanentną rozbieżność miedzy wyrokami (a może interesami) jury, a odczuciami nas, zwykłych słuchaczy i dlaczego to my właśnie mamy mieć rację ?


1990: Kevina Kennera nie skreślam, choć nie wszystko co wyszło dotychczas spod jego palców mnie zachwyciło.

2000: Yundi Li to „nie mój” pianista, ale Ingrid Fliter cenię i darzę dużą sympatią, za większość jej dotychczasowych płyt chopinowskich.

2005: Nie wiem, czy to tylko Twoje ‘przekorne i z przekąsem wkładanie kija w mrowisko’. Za Rafałem Blechaczem jakoś po konkursie już nigdy nie przepadałem. Jego chopionowskie polonezy jednak mnie rozczarowały. 'Popędliwie' grane nawet w momentach, gdzie oczekiwałbym jednak pewnej natchnionej refleksji. Preludia nie zachwyciły, tak jak te w wykonaniu Marii Pires. Ale przyznam się też otwarcie i odważnie, że Chopin Argerich, w tym i Preludia Argerich, także nie są moimi ulubionymi i raczej rzadko sięgam po Jej Chopina. Napisałem, że odważnie, gdyż istnieją powszechne i jednoznaczne doniesienia, że mają być absolutnie referencyjne dla tej muzycznej pozycji, zatem ryzykuję własną kompromitację. Może chodzi o czystą osobowość. Wycofany, sekundalny introwertyk musi grać Chopina inaczej, niż egzaltowany, ekscentryczny ekstrawertyk.

2010: absolutna zgoda z Twoją tezą (chyba najbardziej), chociaż potem Julianna udowodniła, że nie jest aż tak „słaba”, jak chciałoby się sądzić.

2015: także zgoda z Twoją tezą, jeśli chodzi o zwycięzcę, za to wybrane utwory Liu i Richard’a-Hamelin’a pozostają moimi ulubionymi, niezależnie nawet od słabej techniki nagraniowej i niepożądanych odgłosów z nie zawsze umiejącej się zachować widowni, przy czym należy zauważyć, że ogólny poziom wykonawczy (poza może koncertami fortepianowymi) był bardzo wysoki. Nie spodobało mi się mocno konkursowe cwaniactwo Seong-Jin Cho. Kiedy wszyscy grzecznie 'produkowali się' przy dwóch długich regulaminowych polonezach, on postanowił sobie zagrać minimalny program polonezowo-walcowy, stawiając na sonatę i preludia w całości. I nikogo to nie obeszło. I wszyscy temu przyklasnęli. Po co zatem w ogóle pisać regulamin repertuarowy konkursu ?

„Potrzebuję” Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego. Nauczyłem się abstrahować od warstwy rywalizacyjno-konkursowej. Nie ekscytuję się już tym nadmiernie. Chociaż pewne etapowe jak i finalne rozstrzygnięcia potrafią być czasowo irytujące i denerwujące. Nie da się ukryć. Ostatecznie wybieram jednak swoje smaczki, a konkursowe emocje w końcu opadają.

Gdyby w III. etapie przyznać wszystkim wyselekcjonowanym już uczestnikom większą wolność w skonstruowaniu własnego godzinnego recitalu może łatwiej byłoby jury doszukać się autentycznej osobowości z prawdziwie artystyczną wizją swojego rzemiosła.
Romanticism is not dead, ...i hope.
Avatar użytkownika
Chiarodiluna
Miłośnik
Miłośnik
 
Posty: 180
Skąd: Warszawa
Płeć: mężczyzna

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Arturo » niedziela, 26/08/18, 12:50

Chiarodiluna napisał(a):Rozwiń myśl, skąd aż tak jednoznacznie negatywny osąd ,z którym zresztą nie sposób się w pewnym sensie nie zgodzić. Czy masz na myśli permanentną rozbieżność miedzy wyrokami (a może interesami) jury, a odczuciami nas, zwykłych słuchaczy i dlaczego to my właśnie mamy mieć rację ?

Nie, nie koniecznie chodzi mi o rozbieżność między werdyktami, a opinią zwykłych słuchaczy. Bardziej biorę pod uwagę własne postrzeganie piękna oraz w tym przypadku intencje samego kompozytora (tak, oczywiście nie da się ich odtworzyć w stu procentach.)

Chiarodiluna napisał(a):2000: Yundi Li to „nie mój” pianista, ale Ingrid Fliter cenię i darzę dużą sympatią, za większość jej dotychczasowych płyt chopinowskich.

Pisałem o zwycięzcach, więc Ingrid Fliter moje słowa nie dotyczą. Najprościej mówiąc grę Yundi Li określiłbym jako raczej powściągliwą o trochę jednolitej dynamice. Ale rzeczywiście zbyt pochopnie go oceniłem zestawiając z z Blechaczem i Awdiejewą - może i nie wiele wniósł w temacie interpretacji, ale potrafił zagrać przyzwoicie.

Chiarodiluna napisał(a):2005: Nie wiem, czy to tylko Twoje ‘przekorne i z przekąsem wkładanie kija w mrowisko’. Za Rafałem Blechaczem jakoś po konkursie już nigdy nie przepadałem. Jego chopionowskie polonezy jednak mnie rozczarowały. 'Popędliwie' grane nawet w momentach, gdzie oczekiwałbym jednak pewnej natchnionej refleksji. Preludia nie zachwyciły, tak jak te w wykonaniu Marii Pires. Ale przyznam się też otwarcie i odważnie, że Chopin Argerich, w tym i Preludia Argerich, także nie są moimi ulubionymi i raczej rzadko sięgam po Jej Chopina. Napisałem, że odważnie, gdyż istnieją powszechne i jednoznaczne doniesienia, że mają być absolutnie referencyjne dla tej muzycznej pozycji, zatem ryzykuję własną kompromitację. Może chodzi o czystą osobowość. Wycofany, sekundalny introwertyk musi grać Chopina inaczej, niż egzaltowany, ekscentryczny ekstrawertyk.

Oczywiście, że nie tylko moje. Dziś już nawet nie każdy z jego fanów z czasu konkursu dobrze ocenia tego pianistę. Wydaje mi się, że zachwyt wielu osób nad Blechaczem był spowodowany po prostu faktem, że to Polak wygrał konkurs. Gdy słuchałem finału konkursu byłem zdumiony, że koncert e-moll może tak stracić na swoim pięknie. Wg mnie Blechacz nie czuje Chopina, gra go wyjątkowo chłodno, żeby nie powiedzieć obojętnie. Za to nie kryje swej znakomitej techniki - stosuje szybkie tempa i krótki dźwięk więc po raz kolejny nadmienię, że Chopin miał odmienne podejście do artykulacji.
Co do Argerich to żadna kompromitacja z twojej strony. Przecież kiedyś tzn. np. 19 wieku grano wolniej więc nie dziwi mnie, że komuś przeszkadza jej tempo. Lubię za to jej rozwiązania interpretacyjne oraz wyraźne kontrasty stąd jej Preludium e-moll nr.4 należy do moich ulubionych.

Awdiejewa ostrożnie podchodziła do rubato i grała ze zbyt dużym użyciem siły. A jak się gra za głośno to interpretacja jest zbyt płaska.
https://www.facebook.com/chopinnieszablonowy
Avatar użytkownika
Arturo
Erudyta
Erudyta
 
Posty: 1058
Skąd: Radom
Płeć: mężczyzna
Rok urodzenia: 1988

Re: Konkursy pianistyczne - po co?

Postprzez Jozef Kapustka » czwartek, 11/04/19, 17:55

Szanowni Panstwo,

Dziekuje tym z Panstwa, ktorzy podjeli sie merytorycznej dyskusji na temat mojego tekstu , jednoczesnie przepraszam za brak wczesniejszej reakcji.
Panstwa opinie sa dla mnie wazne - mysle, ze ten tekst bede rozbudowywal i uaktualnial, chcialbym umiescic go w szerszym kontekscie upadku poziomu dydaktycznego instytucji wyzszego nauczania i estetycznej uniformizacji/pauperyzacji uprawianej przez cos co nazywam "oldboys' lobby" , jaki obserwujemy na Zachodzie. Nie mam zadnego ogladu instytucji polskich - dyskusja na ten i pokrewne tematy jest w Polsce tabuizowana - stad Panstwa opinie sa dla mnie szczegolnie cenne. Niektore z moich tekstow sa systematycznie odrzucane przez portale jakoby "branzowe", uprzejmie prosze o zapoznanie sie z moja strona jak w linku ponizej. Z powodu czestych, niewybrednych atakow "ad personam" funkcja komentowania jest wylaczona.

Lacze pozdrowienia.

Jozef Kapustka
http://www.jozefkapustka.net/publicystyka-pl.html
Avatar użytkownika
Jozef Kapustka
 
Posty: 4
Skąd: Francja

Następna strona

Powrót do Dyskusja ogólna




cron